Po tygodniowych zmaganiach z chorobą, wczoraj udało mi się w końcu pójść na spacer. Pojachaliśmy do Jelitkowa, morze już odmarzło, pogoda była cudowna, aż chce się żyć (tylko dzisiaj mam jakiś dziwny nastrój, chyba za słabo ładowałam te moje baterie). Ukoronowaniem zdrowego spacerku był niezbyt zdrowy gofr.
Wiosennych kwatków jeszcze nie ma, tak więc na razie muszą wystarczyć takie z satyny;)
Ostanie nasze "winkowe" spotkanie
z Marzenką nie przebiegło bezproduktywnie.
Zrobiłam sobie ubranko na mój telefonik.